Hopeless
|
-... Kitai... czy ty potrafiłbyś o mnie zapomnieć?
-Oczywiście, Dame. Śpij..
-Naprawdę umiałbyś...wymazać to wszystko z pamięci?
-To oczywiste, że...
-Czy to jedyne wyjście, by pozostać razem?
-...tak. Tak już musi być...
-Ale...dlaczego godzimy się na to..? Dlaczego ja chcę o tym zapomnieć...
-Musi tak pozostać...przepraszam.
-Kitai...czy mnie kochasz jeszcze?
-Jesteśmy skazani na wygnanie...Dame, Dame! Dame!!
-Proszę...proszę...nie znikaj...nie zostawiaj mnie!
-Da...me...
To nie koniec był straszny, a początek. To nie my zawiniliśmy, a cały świat kazał nam klęczeć. To oni wydali wyrok, a sędziowie nie pozwolili się bronić. To sprawiedliwość widziana w krzywym zwierciadle zabrała nam siebie, nie nasza decyzja. To los rozdał te karty, my chcieliśmy je spalić. To serce wybrało miłość, ja chciałem je rozedrzeć. To nadzieja trzymała nas przy życiu, on chciał ją otruć. To zdolność do kochania połączyła nasze ręce - my chcieliśmy je odciąć...
Aż wreszcie wpadliśmy w otchłań głęboką własnych kłamstw i czynów, wielkiej miłości i nienawiści, inności a zarazem normalności. Byliśmy tacy sami, jak świat, taka sama krew płynęła w naszych żyłach, tym samym powietrzem oddychaliśmy. Nie żyliśmy pod innym słońcem, czy pod innym niebem. Tak jak wszyscy umieliśmy marzyć i czuć ból...
Wygnani przez ludzki egoizm. Pochowani żywcem, zasypani robaczywą ziemią pogardy i strachu.
To wtedy... Wtedy modliłem się z całych sił do Boga, by wybaczył nam... Naszą piękną, zakazaną miłość... Lecz pomimo tego nadal mocno ściskałem go w ramionach, czując jak z sekund na sekundę jego dusza rozpada się na atomy, a ciało oplatają ręce śmierci...
Boże! Boże... Błagam... Uratuj Dame... Tą jedyną wśród nas niewinną istotę, której pragnieniem było jedynie... kochać !
-To chmury. Zanosi się na deszcz. -powiedział jakby sam do siebie i spojrzał w górę. -Tak, dzisiaj będzie niezła ulewa.
-Czy to anioły..? To ich sprawka, prawda?
-Rzekłbym, że ludzi. Widzisz, Dame, na świecie jest wiele negatywnej energii... i kiedy jest ona bardzo duża, Ziemia wysyła ku niebu swój rozpaczliwy krzyk, wówczas zbierają się takie chumury jak teraz. Płacz niebios nad grzechami oczyszcza Ziemię. Sam wiesz, że zaraz po deszczu powietrze jest przyjemne, czyste.
-To znaczy, że niebo płacze przez nas?
-Cóż...-odwrócił się i popatrzył mu w oczy -...na to wygląda.
-To głupie!
-Nic na świecie nie jest ani na tyle głupie, ani na tyle mądre, by to oceniać. Może któregoś dnia zrozumiesz to, czego do tej pory nie pojmowałeś? A może...zostaniesz głupiutki do końca życia -zaśmiał się.
-Kitai, jesteś wkurzający!
-...ale wiesz co, Daa-chan? Kiedyś wszyscy dowiemy się czego szukamy i będziemy szczęśliwi. Kiedyś napewno to nastąpi, wierzę w tą niepisaną prawdą. Wreszcie będziesz mógł uśmiechać się swobodnie i szczerze. Wyobraź sobie to uczucie... gdy nie czujesz bólu, a radość zalewa twoje serce. Czujesz? Nawet nie da się tego wyobrazić! To takie piękne...
-Nigdy nie zaznasz szczęścia, Kitai. Zarówno ty, jak i ja jesteśmy przeklęci. Doskonale wiesz, że nie jesteśmy ludźmi..
-Daa-chan! -wykrzyknął nagle łapiąc chłopaka za ramiona. -Mówiąc tak godzisz się na nasz los! Nie bądź tchórzem, proszę! Walcz ze mną, walczmy o lepszy świat!
-Puść. To nic nie da. To ty lepiej pogódź się z naszym przeznaczeniem. Ty nigdy nie będziesz latać, a ja... już nigdy nie zobaczę kwiatów.
-Daa-chan...Dlaczego tak mówisz? Odzyskasz wzrok, uwierz w to wreszcie. Odzyskasz, obiecuję -powiedział obejmując Dame. coraz mocniej. -Oddam ci swoje oczy, oddam ci wszystko...Tylko proszę, nie... błagam! Uwierz we mnie ten jeden raz!
"Kiedy wiara umiera pozostaje tylko ciemna pustka, dla której świat jest tak ohydny...że aż nie do zniesienia!"[
To właśnie wtedy powiedział mi Dame... a jego łzy były tak ciężkie, tak gorzkie, że wypełniły moje serce goryczą i zwątpieniem...
Wówczas kiedy ja nosiłem w sobie życie -on nosił śmierć...
Demon odrodzenia i demon niszczenia w jednym, krótkim, silnym objęciu.
DARUMA i SHINIGAMI.
Ja, który nie otrzymał źrenic,a widział i onz ludźkimi oczami lecz ślepy.
|
|
|