Przeszłość jest zawsze
|
635 lat temu stałą się wampirem. Od tamtej pory musiała się ukrywać... zarówno przed ludźmi jak i przed wampirami. Bała się ich reakcji pierwszych na to kim naprawde jest,a drugich na to że zabiła własnego „ojca”. Podchody te jednak nei trwały długo. O ile przed ludzmi mogła sie ukrywać wiecznie to przed jej nowym rodzeństwem było to o wiele trudniejsze. Kiedy dotarła do Angli i jej domem stał się na pewien czas Londyn, została odkryta prawie że natychmiastowo. Książe tegoż miasta znalazł ja bez problemu. Wysłuchał ją. Pierwszą reakcja było ździwienie oraz lekki uśmieszek. Jednak kiedy Rip nie przestawała opowiadać tego samego w kółko zaintrygowała go. Dowiedział się kim był jej „ojciec”. Przez te dni kiedy on szukał tych informacji Rip była uwięziona w celi. Kiedy ja wypuścili dostała nowe ubranie. Książe opowiedział jej wszystko co tylko sie sam dowiedział po czym pochwalił za zabicie wampira który ją stworzył. Widzac jej ździwienie wyjaśnił po krutce iż tworzenie na własna ręke nowych wampirów, młodych tak zwanych, jest surowo zabronione. Natomiast ten który zginął z jej rąk nigdy nei przestrzegał tego, stwarzał problemy. Był ścigany. Normalnie każdy nowy wampir który został stworzony bez pozwolenie władzy miasta, czyli księcia albo rady, kończył swoje nieżycie dość gwałtownie. Jednak Rip pozwolono żyć, pozwolono gdyż zastąpiła miejsce innego wampira którego sama wykończyła. Była to wymiana która zostałą uznana za uczciwą. Gdyby tylko wiedzieli dlaczego go zabiła...
Wtedy zaczęto ją uczyć. Uczyć podstaw wampirzego życia. Rzeczy bez których byłoby jej tak ciężko jak do tej pory, dzięki którym jej tułaczka mogła stac sie łatwiejsza. Zajęło jej to około 50 lat zanim pojęła każdy najmniejszy szczegół. Chciała wiedzieć wszystko. Często nauki księcia nie starczały więc za jego pozwoleniem uzupełniała swoją wiedze sama na podstawie ksiąg. Przez ten czas uczono ją również walczyć. Wielu to zdziwiło kiedy pierwszy raz przyszła ze swoja ulubioną bronią. Jednak nikt jej tego nie zakazał. Był to zwykły muszkiet.
Z czasem na zamku księcia nie było już nikogo kto mógłby ją prześcignąć w celności oraz pod względem wiedzy. Z tego powodu wyruszyła dalej. Przez 500 lat wędrowała po świecie. Uczyła się, ćwiczyła. W tym czasie poznała największą zaletę swojej broni. Nie wiedziała zbytnio dlaczego na początku się tak dzieje. Każdy nabój który wystrzeliła potrafił powalić paru mężczyzn. Kiedy tylko to odkryła zaczęła jeszcze bardziej poświęcać czas muszkietowi. Trochę go przerobiła.
Kiedy pierwszy raz usłyszała o operze zatytułowanej „Wolny Strzelec” pojęła że musi ja zobaczyć. Po pierwszym przedstawieniu na jakim była wiedziała, że to ona powinna grać role strzelca. Poświeciła parę lat na doskonaleniu swojego głosu i umiejętności aktorskich. Kiedy tylko dostała tę role wiedziała że może „żyć” wiecznie.
|
|
Przedstawienie musi trwać!
|
Deski teatru Warga Schulca.
Opera „Wolny Strzelec” – Karl Maria Von Weber.
Odsłona druga „Gdy słońce wstaje strach pada na lica nasze”.
Głos tak idealnie pasujący do tej roli. Do roli samego Strzelca. Głos kobiecy potrafiący wydobyć z siebie takie dźwięki. Głos idealny. I ta broń. Broń samej kobiety. Szesnastowieczny muszkiet. Trochę dłuższy niż normalne. Jednak pasujący. Cała publiczność zachwycona śpiewem aktorki nawet nie próbowała przerwać jej owacjami, bali się nawet pisnąć słowem.
”Zwierzu wszelaki cos na puszczy
Bydlęta wszelakie coście na wygonie
Orle, który nad pustkowiem krążysz
Okrzyk zwycięstwa z gardeł naszych się wydrze
Rogu mój, niechaj głos twój wysoko wzleci,
Jak najwyżej,
Roznoś się po lasach.”
Oto i moc. Moc w głosie powalająca. Ta moc powodowała ze cała mieszanka towarzyska nie odezwała się od pierwszego aktu, i również spowoduje to, że nie odezwie się do końca opery.
- Zawsze tak jest – powiedział dyrektor teatru stojący za kurtynami i podziwiający spektakl do jednego z pracowników.
- Wiem panie Dyrektorze, odkąd ona tu śpiewa bilety na to przedstawienie schodzą codziennie. Gdyby nei to że brakuje miejsc to pewnie by wiecej schodziło...
- Tylko dlaczego powiedziała ze lepiej jej będzie grac w nocy? – zastanawiał się przez chwile dyrektor nad własnym pytaniem – No nie ważne, wszyscy aktorzy się zgodzili kiedy tylko ją usłyszeli. A teraz podziwiajmy dalej i mam nadzieje ze nie będzie takiej gafy jak za pierwszym razem.
Pracownik uśmiechnął się na to wspomnienie. Kiedy wystawiali pierwszy raz „Wolnego strzelca” z Rip Van Winkle na deskach tego teatru wszyscy byli tak zachwyceni jej występem, że paru aktorów zapomniało po prostu podczas drugiej odsłony wyjść na scenę. A co było najśmieszniejsze... dyrektor nawet wtedy tego nie zauważył.
Przedstawienie skończyło się idealnie. Nie było żadnych pomyłek już. Wszyscy gratulowali aktorom. Natomiast Główna bohaterka, Rip, otrzymywała kwiaty.
Była zadowolona. Z każdym przestawieniem coraz bardziej. Rola strzelca była dla niej i dla jej muszkietu idealna. A może to dlatego że sama była Myśliwym z czarodziejskimi nabojami? Wspomnienia wpłynęły jej na chwile do głowy...
|
|
Rip Van Winkle
|
- Wracaj córko moja – usłyszała cichy głos. Głos z oddali, spokojny, nie znoszący sprzeciwów - Moja córeczko - Przyciągał ją. Nie pozwalał odejść w wieczne zapomnienie - Obudź sie - Otworzyła oczy. Nad nią widniał dziwnie uśmiechnięty mężczyzna. Kojarzyła go. Przecież to on... Jego zęby! Panika nie pojawiła się w jej głowie, ona wybuchła! Tak gwałtownie jak nigdy w życiu kobieta zaczęła odczołgiwać się do tyłu. Byleby dalej, byleby nie widzieć tego mężczyzny. On jednak spokojnie chwycił ja za nogę i jednym ruchem przysunął do siebie.
- Teraz jesteś moja!! – krzyknął jej w twarz – Pij – powiedział po czym naciął sobie skórę na nadgarstku i przystawił jej do twarzy. Obrzydzenie widoczne na jej twarzy całkowicie się różniło od jej myśli. Nie chciała tego. Pragnęła! Brzydziła się tym. Chciała się zanurzyć w objęciach ekstazy! Wiedziała ze to chore. Że ona jest chora!
Kiedy już piła krew powoli wyostrzały sie wszystkie zmysły. Czuła się silniejsza. Czuła się inna.
- Starczy już! – powiedział do niej mężczyzna. Chciał wyszarpać swoja rękę - Zostaw! - ona jednak nie puszczała. Uwolniła jedną z własnych rąk, drugą dalej trzymając źródło życiodajnego płynu, i sięgnęła za plecy - Zostaw mnie! Puszczaj!
- Niepotrzebnie mnie wezwałeś z powrotem – powiedziała na chwile przerywając picie. jej ręka gwałtownie wyskoczyła do przodu wbijając nóż w glowe potwora! Uczyniła to jeszcze pare razy – Teraz za to zapłacisz – dokończyła z wielkim uśmiechem. Głowa wampira opadła na bok. Mózg zaczął wypływać, krew tryskała z dziur. Rip wróciła do picia krwi. Kiedy już czuła, że ten wampir już się nie odrodzi dzięki swojej krwi, przestała – Teraz ty też cierp.
|
|
Wstęp
|
”Zwierzu wszelaki cos na puszczy
Bydlęta wszelakie coście na wygonie
Orle, który nad pustkowiem krążysz
Okrzyk zwycięstwa z gardeł naszych się wydrze
Rogu mój, niechaj głos twój wysoko wzleci,
Jak najwyżej,
Roznoś się po lasach.”
„I tym sposobem
myśliwy wylądował
w rezerwacie.
Jestem tu,
A kule moje nie będą przebierać,
Gdy wpadną w hołoty tłum.”
"Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaahhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhh."
(trzask pękającego szkła)
- Kiedyś to wyglądało inaczej – zaczęła mówić postać, kiedy z Rip uchodziły już resztki życia – Kiedyś my mogliśmy robić co chcieliśmy. Byliśmy wszędzie, i nikt nie mógł nas prawie pokonać. Jednakże – chwila przerwy, odpalane cygaro – Jednakże teraz musimy się kryć, nie możemy pozwolić abyśmy zginęli wszyscy. Nie. Nie jesteśmy tacy źli. Po prostu ludzie tego nie rozumieją. Ale ty zrozumiesz... już niedługo... – ciemność otoczyła Rip. Jej wzrok padł na bramę. Dużą bramę z ciemności i śmierci, obok tejże bramy znajdował się trzy głowy potwór. Rozumiała ze musi iść właśnie tam. Wiedziała że potwór ja przepuści. Teraz na pewno ja przepuści. Coś ją zatrzymało. Jej mina za zdziwionej zmieniła się w przerażoną. Teraz rozumiała co mówił ten dziwny potwór który ja zabił. Chciał ja przemienić??!! Chciał aby nie mogła tutaj spokojnie znaleźć miejsca dla siebie. Psisko spojrzało na nią podejrzliwe. Warknęło. Po chwili wszystko znowu zrobiło się czarne.
|
|
|