Bo prawda jest jedna
|
Za sprawą wielu czynników, pośród których można wymienić chociażby media, autorytatywne wypowiedzi niektórych polityków, IPN, czy niezrozumienie kwestii naukowych wśród większości ludzi – przyjęło się uważać, że fakty historyczne lub wręcz niektóre hipotezy są 'prawdą'. Katyń to 'prawda', spalenie Rzymu za Nerona – 'prawda', zabójstwo Maximiliana Habsburga w Bośni – 'prawda'. Słowo 'prawda' mówi człowiekowi wszystko co, jego zdaniem, powinien wiedzieć – te wydarzenia są 'prawdą'. Znaczy, że rzeczywiście miały miejsce. Zabawne jest w tym to, że historyk nie używa słowa 'prawda' mówiąc o wydarzeniach historycznych, a przynajmniej nie powinien.
Wyobraźmy sobie Prezydenta RP - ma skłonności do autorytatywnych wypowiedzi na temat historii oraz, podobnie jak wielu innych polityków, manię powtarzania o 'prawdzie historycznej' przy konkretnych okazjach związanych np. z celebrowaniem świąt państwowych. Słowa takie jak wspomniana i stanowczo nadużywana w kontekście historii 'prawda' padają często. O ile na problemach gospodarczych nie znam się prawie wcale, na politycznych tak sobie, to o historii wiem przynajmniej tyle, że nie mówię autorytatywnie grzmiąc na cały kraj - 'taka jest prawda', 'tak było'. Zresztą Pan Prezydent oraz polscy politycy nie są w tym odosobnieni. Różne opiniotwórcze (lub całkiem zaściankowe) media potrafią wykazać się jeszcze większą ignorancją lub populizmem. Jednak najbardziej nieszczęśliwe (czasem wręcz zawstydzające) jest to, że potrafią w ten sposób popisywać się sami ludzie nauki, którzy powinni wiedzieć lepiej – a mam tu na myśli niektórych pracowników Instytutu Pamięci Narodowej.
Historia jest nauką, zajmuje się poznaniem i opisaniem dziejów. To banał. Jednak jako nauka podlega pewnym zasadom, ma własne narzędzia, tworzy definicje. W słowniku naukowym historii słowo 'prawda' w zasadzie nie występuje. Pojawia się za to w słowniku historiograficznym, najczęściej podczas omawiania teorii naukowej w historii i jest tam używane w kontekście filozoficznym. Prawda pozostaje nieosiągalnym celem, czymś do czego trzeba dążyć, ale czego nie zdoła się poznać absolutnie.
Przyczyna jest prozaiczna – jak można być pewnym czegoś co wydarzyło się (lub nie) 2000 lat temu? Wydaje się, że im bliżej naszych czasów, tym więcej wiemy i jest to w znakomitej części racją, ale też – nie całkowicie. Żeby podać prosty przykład – śmierć Sikorskiego dalej pozostaje niewyjaśniona, a miała miejsce niewiele więcej niż 50 lat temu (jak na standardy historii - całkiem niedawno, metaforyczne wczoraj). Dlatego też zamiast 'prawdy' wykorzystuje się ogólno-naukowe pojęcie: hipotezę.
Rzecz jasna trudno wątpić np. w to, że Chrzest Polski rzeczywiście miał miejsce, jednak tematem dyskusji do dziś pozostaje – po co właściwie Otton przyjechał do Gniezna. Hipotez jest kilka, część jest lepiej, część gorzej uargumentowana. Ale żadna nie jest wystarczająco kompletna, ponieważ poszczególne źródła przeczą sobie nawzajem.
Rozpatrując swoją naukę historyk porusza się w terminach 'fakt' i 'hipoteza', nie pośród 'prawd historycznych', bo te nie opierają się na badaniach naukowych. Mogą być wyrazem kompleksów, stereotypów, bieżącej polityki lub propagandy. Historyk poszukuje filozoficznej prawdy o historii, jest jego celem, ale zarazem swego rodzaju utopią. Zawsze pozostanie jakieś pytania, na które nie znajdzie odpowiedzi w źródłach, czasem jednak będą to pytania nic nie znaczące dla danego tematu, dlatego się ich nie drąży dalej.
Trudno jest powiedzieć o historii, że się ją zna. Dla kogoś, kto się nią zajmuje oczywistym jest, że zawsze się czegoś nie wie. Niektórzy przyjmują z pokorą swoje braki i akceptują je – bo nie da się być wszechwiedzącym jakkolwiek fakt ten nie raniłby ambicji. Z drugiej strony trudno takiej pokory szukać u wielu ludzi, którzy np. widzieli program na Discovery Channel i sądzą, że znają 'prawdę'. Takich można jeszcze od biedy zrozumieć. Matematycy nie wymagają od wszystkich opanowania rachunku różniczkowego, tak samo historycy nie wymagają od każdego naukowego podejścia do historii. Niemniej irytujące bywa jak kolejny polityk lub reporter w zacietrzewieniu powtarza coś o 'prawdzie historycznej' ignorując całą masę, nierzadko lepszych, hipotez – bo ta jedna mu pasuje, a wiec musi być 'prawdziwa'.
W tym kontekście aż głupio jest przypominać o pewnych pracownikach IPNu wydających książkę opierająca się jedynie na aktach zgromadzonych przez IPN – zupełnie jakby zmagazynowali u siebie cały dostępny materiał.
Gdyby nie owi naukowcy z Instytutu Pamięci Narodowej można by z czystym sumieniem poskarżyć się i poprosić, by politycy i reporterzy nie zajmowali się historią, bo im to raczej słabo wychodzi, a wyciąganie oderwanych od kontekstu wydarzeń jedynie wypacza wiedzę historyczną tych ludzi, którzy ich słuchają. Niestety są także tak zwani historycy, którzy wykazują się albo parciem na szkło, albo przestają postępować jak historycy i publikują kolejną, 'naukową' monografię, która z nauką historyczną może nie mieć zbyt wiele wspólnego.
Pech, ale mamy ten IPN, instytucję, która posiada duży potencjał naukowy, jednak jej 'odkrycia' nad wyraz często prowadzą do kolejnych niepotrzebnych dyskusji i prowokacji, które są dla badań historycznych zbędne i szkodliwe. Rzecz jasna, sprzyja to głoszeniu 'prawdy historycznej'. Nieszczęśliwie się składa, że w takich przypadkach prawda nierzadko jest, jak mówi popularne powiedzenie – jak d***.
|
|
|