..:: ELIXIR | Gry Fabularne(RPG) | Gry Komputerowe(cRPG) | Fantastyka | Forum | Twoje Menu Ustawienia
logoavatar
design
Logowanie:
Autologowanie

Prace trwają

Chciałem zapewnić, o ile ktokolwiek tu zagląda, że prace trwają. Jest już jakieś 80% gotowe. Trzeba tylko parę rzeczy dopisać, a potem to sensownie w całość złożyć. Jak dobrze pójdzie, to przed Świętami Wielkanocnymi dodatek będzie gotowy, ale nie wiem jeszcze, jak i w jaki sposób będzie wydany - tu dużo zależy od Portalu.
Pozdrawiam

Dobre wieści!

Dziś dostałem maila od Portalu, że nie przewidują w najbliższym czasie wydania dodatku o FA i zachęcają mnie do dalszej pracy oraz będą przyglądać się moim wypocinom! Hura!

Geografia

Drogi
Nie wiem, czy to przez lenistwo, czy przez przeoczenie, ale ocaleli z piekła poczęli nazywać dawne międzystanówki drogami stanowymi i jakoś tak się przyjęło. Co ważniejsze odgruzowano i przystosowano do w miarę bezpiecznej podróży. Na co częściej uczęszczanych odcinkach da się wyciągnąć dobrym autem nawet i 80 mil na godzinę, ale trzeba uważać. Często z któregoś transportów spadnie kłoda drewna, pryzma węgla albo kawał żelaza czy innego kamienia. Zgodnie z prawem, możesz sobie taką zgubę przygarnąć, ale jeśli nie będziesz uważał, to no cóż… Łatwo sobie możesz o nią rozwalić koło albo i całą brykę, a tego byś nie chciał... Zwłaszcza, gdy z okolicznego lasu wybiegnie na Ciebie stado dzikich zwierząt, grupa rabusi albo nie daj Bóg jakichś mutków. Innymi słowy, jadąc stanówkami trzeba być czujnym niczym ryba obgryzająca robaka na haczyku…
Sieć dawnych dróg stanowych w dużej mierze po wojnie przestała istnieć, więc jeżeli chcesz zjechać z głównych traktów, to licz się z faktem, że nie wszędzie zajedziesz samochodem Nie raz będziesz musiał zaparkować auto i w dalszą drogę udać się konno bądź pieszo. Taki urok. Z drugiej strony, u nas prawie każdy, kto nie przewozi dużych towarów podróżuje wierzchem albo bryczką, więc łatwo o konia i obrok dla niego, a miejscowi w najbliższym Domu Pielgrzyma za drobną opłatą bez problemu zgodzą się popilnować Ci auto.
Jeżeli decydujesz się na podróż koleją, to możesz spokojnie podziwiać krajobrazy górniczego Kensy, rolniczej Karoliny albo zmilitaryzowanej Virgiini. Istnieje co prawda szansa, że zostaniesz zaatakowany przez gangerów albo jakieś tałajstwo Molocha, ale koniec końców, kolej pozostaje najpewniejszym i najbezpieczniejszym środkiem transportu. Szkoda tylko, że jeździ tak rzadko i tylko do kilku miast...
Tam, gdzie nie dojeżdża kolej, dostać się możesz dyliżansami. Kryte konne bryczki przeżywają w dzisiejszych czasach swoją drugą młodość. Klasyczne dwukółki, czterokołowe powozy, wozy drabiniaste, a nawet pocięte i pospawane dawne auta są ciągnięte przez konie albo woły we wszystkich możliwych kierunkach. W większych osadach da się wynająć cały powóz i kazać się zawieźć w konkretne miejsce, albo kupić miejscówkę w którejś z rejsowych jednostek Virginia Tranports.
Aha, i jeszcze jedno. Drogi drogie są. A raczej ich utrzymanie do najtańszych nie należy. Dlatego też Rada wprowadziła specjalny „podatek drogowy”. Przyjezdni płacą go podczas wjazdu do Federacji, miejscowi zaś mają naliczany specjalny „dodatek” do wykonywanej pańszczyzny, czy płaconych danin. Po zapłaceniu podatku dostajesz papierowy kwitek potwierdzający opłacenie winiety, który upoważnia do podróżowania po drogach Federacji przez okrągłe 30 dni. Nie trzeba być geniuszem, by się domyślić, że inne stawki są dla ciężarówek, inne dla samochodów i bryczek, a jeszcze inne dla konnych i motorów. Piesi winiet nie płacą, ale Federacja to duży kraj i jak to mawiali przed wojną: bez dobrej bryki to sobie w tym odcinku nie pochędożysz…

Ruiny miast
Jak już Ci mówiłem wędrowcze, Appalachia względnie nienaruszona przetrwała wojnę, ale Wielka Zima nie była już tak łaskawa. Nieogrzewane budynki, w których nikt nie zasłaniał dziur oraz wybitych szyb i drzwi szybko zaczęły się kruszyć i walić. Osiedla domków jednorodzinnych składały się jak domki z kart. Bez pomocy człowieka jedyną szansę w walce z rozwścieczoną naturą miały stare, monumentalne budowle z początku ubiegłego wieku. Zabudowa z przełomu XX i XXI wieku prawie całkowicie uległa zniszczeniu. Ale czego się spodziewać, w końcu była budowana na kredyt i po taniości…
Nikogo u nas nie dziwi więc fakt, że miasta odbudowywały się wokół starówek z czasów wojny secesyjnej albo New Dealu. Budynki administracji publicznej, szpitale, szkoły, uniwersytety i kościoły zostały na prędce, lepiej lub gorzej, zaadoptowane do nowych ról. Głównie sypialni, spichlerzy i koszar, ale z czasem niektóre z nich wracały do swoich pierwotnych funkcji, które pełnią po dziś dzień.
Atak bronią chemiczną i biologiczną wytłukł sporą część ludności, Wielka Zima poprawiła jeszcze od siebie, ale największym problemem w miastach okazała się odwilż. Tysiące zmrożonych ciał, które wcześniej przykrywał śnieg, topniejąc zaczęło gnić. Nim ludzie zdążyli je spalić albo pochować, prawie każda większa osada przeszła epidemię cholery, neodżumy i Bóg wie czego jeszcze. Przetrwali tylko najsilniejsi. Część z ciał wciąż tkwi pod gruzami większych osad, dlatego też cały czas trzeba uważać przy odgruzowywaniu, by nie natrafić na nowe siedliska chorób, jakimi są zakonserwowane w błocie i ziemi trupy…
Jeżeli zaś chodzi o same miasta, to niech Cię przybyszu nie zmylą ich bajkowe opisy. Często między jedną a drugą dzielnicą prowadzi jedynie kilka odgruzowanych, wąskich dróżek albo ścieżek, po których trzeba się tłuc nawet godzinę, by dostać się do innej części osady. A jeśli będziesz chciał iść na skróty, to licz się z tym, że spora część dawnych metropolii to ruiny. Można się potknąć, złamać nogę, natrafić na dzikie zwierzę albo zarazić się jakąś infekcją albo chorobą od prostego skaleczenia. W ruinach też kryją się bandyci i degeneraci. Co prawda wojsko i szeryfowie co pewien czas ich kontrolnie przetrzebią, ale nigdy nie masz stuprocentowej gwarancji, że akurat i tym razem nie wpadniesz w zasadzkę jakiejś rodzinki wesołych kanibali… Dlatego też, niczym na szlaku, w mieście lepiej trzymaj się uczęszczanych i patrolowanych dróg. Jak zwykła mawiać moja kochana mamusia, kto drogi skraca, ten do domu nie wraca…


Klimat
Jednym słowem, klimat powariował. Powie Ci to każdy, nie ważne czy będziesz akurat w Nowym Jorku, w Miami czy w Salt Lake City. Dawny, umiarkowany klimat podzwrotnikowy mocno się spolaryzował. Latem temperatura przekracza 100 stopni Fahrenheita, a zimą zaś spada poniżej zera! W lato łatwo się ugotować w pełnym rynsztunku albo w blaszanym samochodzie, dlatego też przewagę mają otwarte fury i jazda konna. O pracy w kopalinach albo fabrykach nawet nie wspominajmy. Zobrazuje Ci to tak: asfalt na drogach rozgrzewa się do tego stopnia, że łatwo w nim ugrzęznąć nogą albo kołem ciężarówki. Zimą zaś, gdy naprawdę mocno przyciśnie mróz, drogi przyozdabiają się oszronionymi trupami nierozważnych podróżnych. Ludzie mawiają, że Wielka Zima o sobie przypomina… Pomniejsze drogi stają się wówczas całkowicie nieprzejezdne, a po głównych duktach podróżuje się w ślimaczym tempie. O podróży pieszej zapomnij, chyba że chcesz by odnaleziono Cię na wiosnę, jako nowy model mrożonki… A kolej? Ta jakoś sobie radzi, gdyż przed pociągiem ruszają specjalne drezyny odśnieżaczy, a i same lokomotywy wyposażone są w pługi, którymi odgarniają co świeższe zaspy. Czasem zdarzy się, że podróż do Nowego Jorku trwa nie dwa, a cztery dni, ale i tak jest to lepsze niż brnięcie przez zaspy stanówek…
Niezłe mamy zimy, co nie? Dlatego tak ważne jest dla nas wydobycie węgla. Pali się nim w domach oraz w odbudowanych XX wiecznych ciepłowniach i elektrowniach. Używa się go w kuźniach i fabrykach oraz stosuje do wytopu stali w naszych pięknych stalowniach. Niestety jednak, od tego węgla sporo się Appalachia nacierpi. Zauważyłeś przybyszu, że niebo nad Federacją jest jakby ciemniejsze? Ten wszechogarniający pył węglowy i spaliny przemysłowe latem gryzą w oczy, a zimą odcinają dostęp do cennego słońca. Na wschodzie nie jest to może jeszcze tak widoczne, ale jeśli zgubisz się nocą na terenie Kensy lub zachodniej Virginii, to nie licz za bardzo na nawigację w oparciu o gwiazdy. Wielu z nich po prostu nie da się dojrzeć...
Cały ten wungiel i ciężki przemysł niesie ze sobą jeszcze jedną niechcianą konsekwencję. Kwaśne deszcze. Przed wojną straszono nimi na lekcjach małe dzieci, że niby niszczą tynki na budynkach i rozpuszczają stare skały. I wiele się w tej materii nie zmieniło. No, może poza czasem erozji. Przelotna mżawka nikogo z miejscowych nie rusza, ale większe deszcze potrafią wpędzić ludzi w prawdziwą panikę! Żaden zdrowy na umyśle człowiek nie wyjdzie zaś w trakcie burzy na dwór. Chory zresztą też. Nawet gdybyś mu dawał tysiąc gambli. No, może trochę przesadziłem, ale nikt bez wyraźnego powodu nie będzie kozaczył na otwartej przestrzeni. Nie chodzi o ryzyko piorunów, które zdaje się jakby częściej się u nas pojawiają, ale właśnie o kwaśny deszcz. Te siarko-wodoro-trujo-muje, które się w nim znajdują naprawdę potrafią rozpuścić tynk budynku. I to w zaledwie kilka godzin! Zastanów się więc, co taki prysznic zrobiłby z twoimi ciuchami, a potem z Tobą... Zwykłe odzienie codzienne przepala się w niecały kwadrans, gruba skóra i dżins w godzinę, a Tobie na gołej skórze od razu pojawiają się piękne czerwone ślady poparzeń… Właśnie dlatego nosi się u nas czapki, kapelusze, kaski albo chusty na głowie. I długie, wytrzymałe płaszcze. Nawet latem. I gogle. Wielkie, przemysłowe gogle. Szlachta zaś uwielbia przedwojenne okulary przeciwsłoneczne, zwłaszcza lustrzanki. Wszystko, co podnosi twoją szansę przetrwania, jest na wagę złota. Zapamiętaj to sobie przybyszu…

Ludność
Naszą wspaniałą Federację zamieszkuje obecnie trochę więcej niż 200 tysięcy osób. Szlachta stanowi jakieś 5%, Wielebni nie przekraczają 1%, Obywatele 30%, a reszta to Poddani. Coraz więcej u nas też „osadników”, czyli przyjezdnych, którzy nie złożyli jeszcze przysięgi wierności żadnemu z lordów i stoją najniżej w hierarchii społecznej. Każdego roku przyjeżdża ich do nas od kilkuset do kilku tysięcy, więc zgodnie z prognozami Rady, jeszcze przed końcem lat pięćdziesiątych powinno nas być jakieś ćwierć miliona.
Ludność w Appalachii to mieszanka białych, czarnych, azjatów, Latynosów i Indian. Biali stanowią trochę więcej, niż jedną trzecią populacji, czarni jedną piątą, a Latynosów da się policzyć na palcach jednej ręki. No, może zmutowanej ręki, ale nie jest ich znowu aż tak wielu… Indianie mieszkali tu od zawsze, a skąd u nas azjaci? Widzisz, przed wojną napłynęło tu całkiem sporo imigrantów z Wietnamu i Korei, którzy to dość szybko zaklimatyzowali się z lokalną ludnością. I tak też na każdych dziesięciu mieszkańców przypada po jednym Indianinie i jednym Azjacie. Wszystkie kolory tęczy, do wyboru do koloru … Aha, i żeby to było jasne: u nas nie ma rasistów! Południowa Appalachia w czasach przedwojennych przodowała w ruchach obywatelskich, dzięki czemu u nas czarni i biali żyją w prawdziwej symbiozie i nikogo nie dziwi kolorowy lord wydający rozkazy białym poddanym... Jak już mówiłem, liczy się tylko twój stan społeczny.
Jeżeli zaś chodzi o zatrudnienie, to rozkłada się ono w zależności od terenu. Na zachodzie poddani pracują w kopalniach i fabrykach prowadzonych i serwisowanych przez obywateli. Na północy główną gałąź przemysłu, a co za tym idzie i źródło zatrudnienia stanowi transport oraz zaopatrzenie wojska. Na wschodzie zaś ludność dzieli się między rolników i robotników a plantatorów i fabrykantów.
Sporo jest u nas starszych osób, które są nieocenionym źródłem informacji o czasach sprzed wojny, rodzi się też i wychowuje u nas dużo dzieci. Suma sumarum, ludność w wieku produkcyjnym waha się w granicach stu tysięcy. Odliczając trzy i pół tysiąca zawodowych zbrojnych, drugie tyle pozostających pod bronią tworzących milicje rekrutów i najemników, około tysiąca wielebnych i pięciu tysięcy szlachetnie urodzonych, zostaje nam prawie 180 tysięcy rąk do pracy.
Uwierzysz przybyszu, że to wciąż mało? Pracy w kopalniach, fabrykach i na plantacjach nie brakuje, wzrasta też zapotrzebowanie na specjalistów i żołnierzy, a te wszystkie wydobyte i przetworzone towary same się przecież nie wyeksportują… Poza tym rośnie liczba Obywateli, którzy coraz rzadziej decydują się na ciężką fizyczną pracę razem z Poddanymi i Osadnikami. Nie oszukujmy się, tu, w Federacji, najcenniejszym zasobem jest człowiek. I to w klasycznym, humanitarnym, a nie w niewolniczym rozumieniu rodem z Miami, Hegemonii czy innego Teksasu...
Niektórych śmieszą ciągle dodrukowywane i rozwieszane lekko przerobione przedwojenne plakaty rekrutacyjne armii USA, z których siwy i brodaty gościu w kapeluszu wskazując palcem krzyczy, że potrzebuje właśnie Ciebie. Podpis pod plakatem głosi: Federacja potrzebuje każdego, kto ma wiedzę, umiejętności lub jest gotowy podjąć się uczciwej i ciężkiej pracy w zamian za ochronę i godziwe wynagrodzenie. Chwytałby za serce, gdyby nie ten na siłę dodany na głowę żółty kask górnika, w połączeniu z mundurem Royal Rangers na tle kilofa skrzyżowanego z widłami… Jakoś tak psują ogólny efekt…


Siły Zbrojne

Pytasz się, co to za mundur mam na sobie? To, przybyszu, jest mundur Szeryfa Federacji Appalachów. Widzisz tą gwiazdę na piersi? To odznaka szeryfa, pewnie gdzieś już kiedyś taką widziałeś. A widzisz te trzy złamane belki na ramieniu nad podwójną literą S tworzącą znak paragrafu? To mój stopień wojskowy. Jedna to zastępca szeryfa, a dwie to młodszy szeryf. Nie trzeba być geniuszem by wiedzieć, kim są szeryfowie. Dbamy o porządek w konkretnych osadach i miastach, broniąc ich przed bandytami, mutantami i innymi cholerstwami, łapiemy przestępców i pełnimy rolę sędziów. Broń i Sądź, to nasza dewiza.
Policja? Jaka znowu cholerna policja? Ech… no w sumie, tak możesz nas nazwać. Ale poprawnie mówi się na nas Sherifs Service, Służby Szeryfa, w skrócie SS. I szlus. A kto jeszcze broni granic Federacji? Trzy inne formacje: Royal Navy, Royal Rangers i Royal Corps. Rangerzy odpowiadają za ochronę granic, kolei, konwojów i karawan, marynarka broni naszego wybrzeża, a Royal Corps to trzon naszych oddziałów interwencyjnych.
Służba w armii zaczyna się zawsze od stopnia rekruta Royal Corps. Jako rekrut pozostajesz na służbie u swojego hrabiego i wchodzisz w skład jego kontyngentu wojskowego. Po odbyciu szkolenia awansują Cię na szeregowego, a po chrzcie bojowym na starszego szeregowego. Po awansie na starszego szeregowego zostajesz pełnoprawnym żołnierzem i przysięgę wierności składasz przed całą Federacją, którą reprezentuje Regent, albo któryś z Magnatów. I wtedy pojawiają się trzy możliwości. Albo służysz dalej jako kapral w korpusach, albo przenoszą Cię do Rangersów, do Służb Szeryfa albo do Marynarki.
Royal Rangers uznawani są za najbardziej prestiżowe jednostki. Mają świetny sprzęt, umieją go obsługiwać i cieszą się największym szacunkiem w społeczeństwie. Ale ale, by zostać jednym z Rangerów, trzeba przejść diablo trudną selekcję a następnie ukończyć mordercze wręcz szkolenie tylko po to, by być w stanie ciągłej gotowości bojowej. Służba w Rangersach jest ciężka i niebezpieczna, ale liczy się podwójnie do twojego stażu. Trzeba też mieć świadomość, że jeżeli pojawi się armia mutków, albo szrot Molocha, to będzie się pierwszym, który wpakuje w nich kulkę i będzie miał za zadanie ich zatrzymać do czasu przyjazdu pozostałych wojsk… No i nie licz na to, że Cię tam za długo potrzymają. Góra dziesięć lat, i to też pod warunkiem, że będziesz co pół roku zdawał egzaminy kondycyjne. O ile wcześniej nie zginiesz ma się rozumieć…
Ci, którzy odsłużyli w Rangersach trzy lata, dostają propozycję dołączenia do Służby Szeryfów na stopniu młodszego szeryfa. Każdy inny musi najpierw odsłużyć swoje jako zastępca. Grupy SS funkcjonują w każdej osadzie. Czasem jest to pięć osób, a czasem pięćdziesiąt. Zależy od ludności, wielkości bronionego terytorium oraz poziomu niebezpieczeństwa w regionie. W miastach Stołecznych są wyznaczani oddzielni szeryfowie do każdej z dzielnic, ale to już zupełnie inna bajka. W każdym razie jako członek SS składasz przysięgę konkretnemu hrabiemu i to właśnie przed nim odpowiadasz, ale możesz zawsze odwołać się do rady, gdyż cały czas pozostajesz Żołnierzem Federacji.
Do Marynarki biorą najczęściej niskich i z płaskostopiem, co by za dużo miejsca w kajutach nie zajmowali i by się dobrze pokładu trzymali… hehe… Taki żarcik wojskowy…. Jeśli uznasz, że Royal Navy to miejsce dla Ciebie, to po przejściu wstępnej kwalifikacji trafiasz do Akademii Morskiej w Wilmington. Tam pod okiem weteranów uczysz się podstaw nawigacji i takich tam, po czym przenoszą Cię na służbę na któryś z okrętów. Mamy kilka niszczycieli, sporo kanonierek i od mnoga kutrów patrolowych. Dumą naszą jest zaś odnowiony przedwojenny Pancernik „FARN Karolina Północna”. Ten to dopiero sieje postrach na morzach…
No a jeśli ktoś nie lubi zmian, to zostaje w korpusach. Jako kapral dostaje pod dowództwo grupę szeregowych, za których jest odpowiedzialny i którzy mają przeżyć jak najdłużej. Korpusy to trzon naszej armii. To oni walczą w z Molochem na zachodzie, to oni tłuką mutków na Pustkowiach, to oni rozgniatają gangerskie obozy i to oni niosą ideały Federacji poza jej granicę. W skład korpusów wchodzi piechota, Royal Infantry Corp, artyleria, Royal Artillery Corp oraz kawaleria, Royal Cavalry Corp. Jaka piechota jest, każdy widzi. Karabin w rękę, hełm na głowę, grube buty, plecak naboi i hajda na wroga. W skład korpusu artyleryjskiego oprócz kanonierów ze swoimi haubicami wchodzą jeszcze kucharze, saperzy, radiooperatorzy i inni „techniczni”. Kawaleria to wszystko to, co nie jest artylerią ani piechotą, czyli zarówno klasyczna kawaleria konna, jak i kawaleria pancerna w postaci wozów bojowych i czołgów, oraz perła w koronie Royal Corps, Kawaleria Powietrzna.
Co to jest pytasz się przybyszu? Widziałeś może przedwojenny film „Czas Apokalipsy”? Nie? Ech.. to obejrzyj, a się dowiesz. A w skrócie to ci goście mają kilkanaście działających helikopterów! Na nich zamontowano ciężką broń, a na pokładach znajdują się jeszcze grupy żołnierzy desantowych. Ci goście są chyba nawet lepiej wyszkoleni i wyposażeni niż Royal Rangers. Parę lat temu, na froncie, widziałem co potrafią. Pewnego razu Hiueje, bo tak się nazywają ich helikoptery, uratowały mojemu oddziałowi tyłki. Byliśmy przygwożdżeniu ogniem zaporowym, ciężki ostrzał artyleryjski odciął nas od reszty wojsk i w tedy to się stało. Usłyszeliśmy głośną muzykę dobiegającą znad horyzontu. Po chwili silny wiatr zrywał czapki z głów i przewracał co lżejsze przedmioty a na niebie ukazały się ciemnozielone latające bestie. Kiedy tylko zajęły nad nami pozycję, od razu na ich brzuchach rozpoznaliśmy skrzyżowany kilof i miecz, Insygnia Federacji. Kiedy Hiueje potwierdziły przez radio, że wszyscy żywi znajdują się pod nimi rozpętało się piekło. Serie z ciężkich karabinów przeciwsprzętowych w towarzystwie salw rakietowych rozrywały szrot za szrotem. Widać było, że Moloch nie był przygotowany na wizytę naszych kawalerzystów. Po kilku minutach jedynym słyszalnym dźwiękiem, był łopot wirników helikopterów, kiedy te lądowały, by zabrać moich ludzi na pokład. Odlatując wszyscy byliśmy jak zahipnotyzowani, patrząc na zgliszcza maszyn, które jeszcze kwadrans wcześniej miały nas jak na dłoni… Mówię Ci przybyszu, Kawaleria Powietrzna to sposób na wygranie z Molochem. Ani jego szroty, ani hordy mutków nam nie podskoczą, jak sobie odpicujemy jeszcze trochę takich cudeniek. Nawet Nowy Jork wysyła do nas swoich ludzi, by się uczyli jak nimi latać. To dopiero jest potęga!
Co do zasady, Royal Corps używają pozostawionego w spadku przez Gwardię Narodową przedwojennego sprzętu, więc na porządku dziennym są M14, M16, Rugery i pistolety Colt.45. Rangersi opierają się zaś na sprzęcie przedwojenne US Army, więc mają zarówno lepszą broń, jak i kamizelki i hełmy. Marynarka to w gruncie rzeczy pływające Royal Corps, z tym że marynarze nie noszą pancerzy. Aha, jak już jesteśmy przy pancerzach, to zauważyłeś pewnie, że sporo osób nosi na sobie dodatkowe kilogramy? Widzisz, Magnaci i co bogatsi szlachcice, wzorem elitarnych jednostek wojskowych, korzysta z przedwojennych hełmów i kamizelek kuloodpornych przedwojennej armii. Regularna piechota i co bogatsi obywatele noszą zaś specjalne, robione w ścisłej tajemnicy stalowe pancerze. Jak będziesz kiedyś w Huntigton, to może uda Ci się taki dostać…
Zastanawiasz się pewnie przybyszu, jak to możliwe, że mamy tak świetnie zorganizowane i uzbrojone wojsko, kiedy tuż za naszymi granicami jeden zdegenerowany półczłowiek rozbija drugiemu głowę tępym kamieniem za świecidełko sprzed wojny? Widzisz, też mnie to zastanawiało, aż w archiwach Stołecznej Biblioteki Greensboro natrafiłem na przedwojenny atlas uzbrojenia armii USA. I wiesz co się dowiedziałem? A to, że nasz super hiper zaawansowany sprzęt, to pozostałości po przestarzałym wyposażeniu przedwojennej Gwardii Narodowej. Wiesz, to byli tacy goście, co to robili za żołnierzy na pół etatu. Dostawali w spadku po US Army przestarzały sprzęt, którego do końca nie umieli obsługiwać ani konserwować. A to, co my teraz używamy, nasze ciężarówki, czołgi czy helikoptery, to właśnie pozostałość po nich .W trakcie wojny nikt nie traktował na serio możliwości bojowych Gwardii Narodowej, dlatego też rzadko kiedy obrywało się ich składom broni, parkom maszyn albo bazom wojskowym. A że tu, na południowym wschodzie aż mnożyło się od gwardzistów, a okoliczne bazy tak naprawdę pełniły funkcję cmentarzysk sprzętu, to całkiem dużo „przestarzałej” broni i technologii uchowało się przez wojnę, a my stworzyliśmy na ich podstawie naszą armię. Przed zagładą uznawano nas za mało zaludnione, słabo rozwinięte stany, których z racji położenia geograficznego i rozwoju technologicznego nie trzeba bronić nowoczesnymi bazami. Po raz kolejny to, co przed wojną było u nas wyśmiewane, po wojnie stało się naszym atutem.
Jeżeli zaś chodzi o generalną organizację wojsk, to sprawa wygląda tak: Rangersi, Marynarka, SS i Kawaleria Powietrzna podlegają bezpośrednio Sztabowi Centralnemu pod przewodnictwem Regenta. Pozostałe wojska Royal Corps dzielą się na dwie części. Na regularnych i na milicję. Regularni, którzy przeszli chrzest bojowy, są zorganizowani w drużyny, które łączą się w grupy, a te w oddziały. Oddział dowodzony jest przez oficera, którym może być tylko szlachcic i wchodzi w skład armii. Armie są cztery. Po jednym na każde księstwo, oraz jedna Wolnego Miasta Greensboro. Jeżeli chodzi o milicję, to stanowią ją rekruci, obywatele hrabstw oraz zakontraktowani poddani i najemnicy, którzy wchodzą w skład hufca. Każdy hufiec dowodzony jest przez szlachcica, który w zależności od ilości dowodzonych wojsk, zostaje mianowany na odpowiedni stopień wojskowy. Hufce łączą się w chorągwie, dowodzone przez hrabiów, a Ci podlegają bezpośrednio Magnatom w ramach ich armii.
Rangersi i SS operują w ramach drużyn. Jedna drużyna to od czterech do dwunastu osób, którym przewodzi dowódca. Każda drużyna wchodzi w skład jednej z czterech brygad, które to podlegają bezpośrednio pod konkretnego magnata. Jeżeli chodzi zaś o marynarkę, zorganizowano ją na prostej zasadzie, że każdy okręt stanowi jednostkę wchodzącą w skład floty, której przewodzi Komandor podlegający bezpośrednio samemu Regentowi.
No i ostatnia sprawa – liczebność. Mamy prawie tysiąc żołnierzy piechoty, czterystu kawalerzystów i pięciuset żołnierzy wojsk artyleryjskich, z czego ponad trzystu to zaplecze techniczno-logistyczne Royal Corps. Do tego około pięciuset marynarzy, trzystu szeryfów i około dwustu Rangersów. No i do tego należy jeszcze doliczyć hufce szlacheckie i chorągwie hrabiowskie, to można liczyć na jakieś pięć do ośmiu tysięcy nieregularnych żołnierzy. I co, już wiesz czemu te obdartusy z Miami trzymają się od nas z daleka?...


BHP i Druga poprawka

BHP
Bezpieczeństwo i Higiena Pracy były w przedwojennych stanach naprawdę istotne. Dzięki temu USA zostawiła Federacji w spadku całe magazyny kasków górniczych i budowlanych. Nie są one może super wytrzymałe, ale walają się wszędzie, przez co są śmiesznie tanie. Nawet najbiedniejsze dziecko najpodlejszego włóczęgi ma przynajmniej jeden taki…
Typ pancerza: głowa lekki (1). Cena: 10 gambli. Dostępność: 80%


Druga poprawka
Tu, na dawnym południu ludzie naprawdę szanowali prawo. A zwłaszcza drugą poprawkę. Każda rodzina uznawała wręcz za swój święty obowiązek posiadanie przynajmniej jednej broni palnej na głowę. Karabiny myśliwskie i pistolety sprzedawały się w supermarketach jak ciepłe bułeczki. Popularne modele, jak i nowinki technologiczne, ludzie kupowali wszystko. A do tego mnóstwo amunicji. I wiesz co? Sporo z tego sprzętu przetrwało do dziś!
Reguła specjalna: dostępność karabinów myśliwskich, pistoletów i amunicji do nich wzrasta na terenie całej Federacji o 20%


design
    -dalej-   
design