Warning: file(http://www.google.com/search?client=navclient-auto&ch=6-1749783415&features=Rank&q=info:http://blog.elx.pl) [function.file]: failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.0 403 Forbidden in /home2/dealer/main/pkg/elixir/web/html/test1/blog/core.php on line 1404
Blastwave
..:: ELIXIR | Gry Fabularne(RPG) | Gry Komputerowe(cRPG) | Fantastyka | Forum | Twoje Menu Ustawienia
logoavatar
design
Logowanie:
Autologowanie

Wreszcie sesja...

Czekaliśmy na nią ponad miesiąc, a czy się opłaciło... Odpowiedź nie należy do moich kompetencji ;)

Ta sesja różniła się trochę od wszystkich pozostałych, chociażby ze względu na obecność pewnego dzieła Molocha na biurku tuż przed MG. Wreszcie żadnych problemów z muzyką, fruwającymi po całym pokoju fragmentami scenariusza i brakiem widzialności pogryzmolonych notatek.

Zapomniałbym wspomnieć... Do Ryana i Michała dołączył niejaki Mat Barlow, cichociemny Road Warrior prowadzony przez znanego Dagenotha. Dzięki jego pomocy udało się obyć bez poważniejszych strat w ludziach i sprzęcie, po tym jak Borys Laught odmówił zapłaty za uruchomienie linii produkcyjnej w fabryce akumulatorów Recofied, a mało tego nasłał na Ryana i Michała pięciu kolesi z kałachami. Ruski, to ruski… mówię wam… Po szaleńczej akcji Mata i jego popisom w prowadzeniu motocykla, udało się jakoś zwiać z miasta. Zaczęło się planowanie zemsty… Akcja przebiegła niemal perfekcyjnie. Tu pochwalić trzeba pomysłowość graczy ( macie u mnie + ) zarówno jeśli chodzi o plan, jak i wychodzenie z niespodziewanych opresji. Aż miło się prowadziło ;)

Nie zabrakło też straszenia krzaczkiem ;)

Wreszcie udało się wejść do bunkra… Traz problem… Ja stąd wyjść, jeśli po zatrzaśnięciu włazu nawet stalowo-ręki Michał nie mógł sobie z nim poradzić? W środku nie było zbyt przyjemnie… Pałętali się po korytarzach oglądając zniszczenia, czając się za włazami i strasząc wadliwe systemy komputerowe. Pogadali sobie z jednym z komputerów z SI, wszystko tip top aż do drugiego poziomu… Tam coś jakby chłodniej, a przede wszystkim wilgotniej… No i dziwne, wyskakujące w najmniej spodziewanym momencie mutanty. Niemalże nieśmiertelne, bo jak w zasadzie zabić ciecz? skończyło się na dewastacji tkanek miękkich na ramieniu Mata, draśnięciach u Ryana i, co najgorsze, poważnych ranach brzucha u Michała. Poziom trzeci… Tu w miarę spokojnie (jeśli nie liczyć dwóch obrotowych karabinów typu Minigun o mało nie uruchomionych przerwaniem promienia fotokomórki. Tak… śmierć była blisko ;) Ale w zamian, po rozmowie ze sfiksowanym komputerem głównym i odgadnięciu jego imienia, udało się otworzyć właz awaryjny na pierwszym poziomie. W drodze powrotnej zajrzeli jeszcze do magazynu i zgarnęli sporo niezłego sprzętu, a także płytkę J. S. Bacha ;) i drugą ze zdjęciami oddziału stacjonującego w bunkrze… I tu zdziwienie… Na jednym ze zdjęć widać Jasmin… Choć mocno odmieniona, a w dodatku zdjęcia pochodzą z przed wojny, to na pewno ona…

Po wyjściu z bunkra, udali się do Saint Louis w celu znalezienia medyka mogącego uleczyć dziwny rodzaj zakażenia atakującego ich rany. Nie zabawili tam długo, ale zdążyli poznać pewną niebrzydką Jane. Najbardziej zdziwiło mnie paranoiczne traktowanie jej bagażu… Ale ok. ;) trochę koloru dorzuciłem owej postaci, obmyśliłem jej tło i postanowiłem dalej intrygować graczy ;) Ale teksty o brzmieniu „Zabijmy ją, bo ona ma taki mały plecaczek!” Wywoływały salwy śmiechu w mrocznej piwnicy u Dagenotha :D A i dobrze, bo RPG ma bawić, nie? Kiedy spostrzegli, że ona pije tylko słodkie, czerwone wino, jest blada i nosi ciemne okulary… No zgadnijcie jakie były skojarzenia…

Opisałem tu dwie sesje, a i chyba nawet nie całe… Ale co tam ;) niedługo dopiszę następną, bo ostatnio często gramy.

A w następnym odcinku. Do drużyny dołącza świeżo upieczona pani doktor i od razu przystępuje do łatania. Walka z klocem wcale nie musi być trudna. Dużo rur i blachy (ten gość już nawet na prywatnych blogach się pojawia! Niezły jest) wystających z samochodu. Bordowe oczy… i wiele, wiele innych!

A tymczasem…

“When my ship is free of the open sky
It's a damn good day to my way of mind…”

Sesja handlowa...

Tiaa... Sesja handlowa... przydatna odmiana raz na jakiś czas :] Sami zauważyliście chyba, że cała fabuła opierała się na gamblach ;) A to akumulatory sprzedać, a to protezy kupić, a to benzyny zatankować... zeszło te 7 godzin ;)

Ta sama sesja, na której po raz chyba pierwszy w karierze poważnych obrażeń ciała doznał Ryan... A było tak...

Jadą dwa cwaniaki swoim Chevim, z uśmiechami na twarzach i, jak to gracze, już zaczynają dzielić się spodziewanym łupem... Ale wejście do bunkra było strzeżone... Przez dwie maszyny przypominające przerośniętych łowców... z działkami 5,56... Taak... 3 kulki w bebechy i Ryan leży i nawet nie kwiczy ;) Na szczęście udało się go połatać w Recofied...

Pozwólcie, że przedstawię wam waszą brykę... Bo to nie jest byle co...



chociaż teraz, po wypadkach itd wygląda raczej tak...



Szykujcie się na następną sesję... ;]

Life's brutal....

Jedna z tych klimatycznych sesji w 20-okilku letnim dużym fiacie... wszystko gitez majonez aż do momentu, kiedy zorientowałem sie, że mój kochany discman odmówił posłuszeństwa... no bywa... ale dlaczego, do cholery, na sesji muzycznej?! cóż... jakoś poszło i bez muzy, chociaż koncert tajemniczej Jasmin w barze Brandenburg stracił wiele ze swego uroku...

Jakoś tak dziwnie wyszło, że była to jedna z najkrwawszych sesji, jakie zdarzyło mi się prowadzić... Najbardziej ucierpiał chyba Michał... najpierw kula z Magnuma rozpruła mu policzek urywając kawałek ucha, później podobna trafiła go w ramię, jakiś czas potem, na skutek zderzenia czołowego z łazikiem, stracił prawą rękę na wysokości łokcia... A, jeszcze przestrzelona stopa i zmiażdżona łydka... Żyć, nie umierać, prawda? ;]

Ryanowi dziwnym trafem udało się obyć bez poważniejszych uszkodzeń ciała ;)

A co mi zrobicie drodzy gracze, jeśli wam powiem, że można było uniknąć tych wszystkich ran? ;] Tak między nami, koleś, którego spotkaliście jakieś 100 mil od Detroit, to był zwykły Road Warior usilnie stylizujący się na Mad Max'a... i jeśli faktycznie sprzedalibyście mu ten kanisterek ropy, w zamian za ową wypaśną pukawkę i tajemniczą informację, pojechałby dalej w swoją stronę, nie szukając zwady... a tak, skończyło się na ostrej wymianie argumentów... przyznacie, że był niezły, prawda? ;)
Dalej, ten epizod ze snajperem... Działaliście całkiem nieźle, aż do chwili, kiedy Ryan postanowił walić na czołowe z jego łazikiem (to było głupie), a Michał rozpiął pasy (to było jeszcze głupsze)... ale ręka w tą, czy w tamtą... ;]

Na sesji nie brakowało tajemniczych karteczek, intryg i totalnego braku zaufania... I bardzo dobrze, bo właśnie tak powinni zachowywać się BG w zasranym, postnuklearnym świecie...

Na czym skończyła się ta sesja? o ile pamiętam, postanowiliście wydać kupę forsy na cyber-wszczepy, a w tym celu udaliście się w stronę Apallachów...

Zaczęli...

Po wielu trudach, sukcesach i porażkach udało im się poruszyć główny wątek fabuły... Zarówno Ryan, jak i Michał, w miarę sprawnie, a co najważniejsze w jednym kawałku opuścili Detroit. Chwilę wcześniej poznali jedną z moich starych postaci - Anneliese Budziszewsky. Przy okazji zauważyłem, że na moich sesjach, jakoś często pojawia się motyw Polaka...
Nie ujechali daleko, kiedy zaatakował ich jeden z niewielkich, dwudziestokilkoosobowy (słowo długie jak seria z CKMu) gang motocyklistów... A 5 naboi w M2HB na dachu, to stanowczo zbyt mało... Mogło się skończyć nieciekawie, gdyby nie karawana tirów z białymi ósemkami na plandekach... Co prawda BG oberwało się również od ochrony tirów, ale uszli z życiem, a naprawa samochodu nie sprawiła specjalnej trudności Ryanowi.
W nocy Michała (tak, to Polak) obudził dźwięk otwieranych drzwi samochodu... Dostrzegł sylwetkę Ryana pochylającego się nad ziemią. Po chwili Ryan wrócił do samochodu... Niby nic, prawda?
Rano ruszyli w dalszą drogę...

Ja wiem...

No naprawdę wiem, że zawsze powtarzałem: "Blogi, to nie dla mnie", że to strata czasu i takie tam...

Czas płynie, poglądy ulegają ponownej kalibracji...

Przydała by się jakaś muzyka (dla mnie, nie dla was ;] ) - lepiej się pisze przy kawałkach z kategorii nuklearny syf.

Od razu lepiej :] jedziemy na 25th Floor, więc zapnijcie lepiej pasy (o ile w takowe wyposażony jest ten wasz stary Dodge) i gaz w podłogę, a nawet dalej :D

Może teraz streszczę, po co ja się w to w ogóle pakuje... Niektórzy z was pewnie znają mnie choć trochę i wiedzą, że RPG, a zwłaszcza Neuroshima są dla mnie czymś więcej, niż sposobem na spędzenie wolnego czasu... Grając, pisząc, prowadząc i tworząc, mogę wyrazić siebie, swoje wnętrze i artyzm (salwa śmiechu na sali)... Ale tak to traktuję... Na tym blogu znajdą swoje miejsce relacje z sesji, które grałem, czy prowadziłem, relacje z konwentów, moje artki, fragmenty scenariuszy i wiele innych, mam nadzieję ciekawych, tekstów.

Let's dance!


design
   
design